Museo dell’Opera del Duomo. Florencja, która zachwyca nie tylko architekturą


Florencja kojarzy się przede wszystkim z monumentalną kopułą Brunelleschiego, marmurową fasadą katedry Santa Maria del Fiore i dziełami wielkich mistrzów renesansu. Jednak tuż obok jednej z najpiękniejszych świątyń Europy znajduje się muzeum, w którym można zobaczyć coś równie niezwykłego — oryginalne dzieła sztuki tworzone przez stulecia na potrzeby florenckiego kompleksu katedralnego.

Podczas październikowego pobytu we Florencji, obok zaplanowanego wcześniej zwiedzania Galerii Uffizi, odwiedziłem również Museo dell’Opera del Duomo.

Uwielbiam muzea. Lubię zatrzymywać się przy dziełach sztuki, przyglądać detalom, poznawać historie ich twórców i odkrywać to, czego na pierwszy rzut oka nie widać. Tym razem trafiłem do miejsca, które okazało się prawdziwą skarbnicą rzeźby.

Spośród setek prezentowanych eksponatów jedno dzieło zapamiętam szczególnie. To drewniana, niemal naturalnej wielkości postać kobiety, której twarz i spojrzenie trudno wyrzucić z pamięci.

Muzeum, w którym przechowywana jest historia florenckiej katedry

Museo dell’Opera del Duomo powstało w 1891 roku, a w 2015 roku zostało gruntownie przebudowane. Dziś na ponad 6000 metrach kwadratowych, w 28 salach rozmieszczonych na trzech kondygnacjach, prezentowanych jest ponad 750 dzieł sztuki.

Znaczna część kolekcji pochodzi z katedry Santa Maria del Fiore, baptysterium św. Jana oraz dzwonnicy Giotta. Wiele rzeźb i elementów dekoracyjnych trafiło tutaj po zastąpieniu oryginałów kopiami, aby uchronić je przed niszczącym działaniem czasu i warunków atmosferycznych.

Jedną z najbardziej imponujących przestrzeni jest Sala del Paradiso. Zrekonstruowano w niej średniowieczną fasadę katedry, rozebraną pod koniec XVI wieku. W jej niszach ponownie znalazły się oryginalne rzeźby, które przed wiekami zdobiły świątynię.

Wrażenie robi nie tylko wartość artystyczna tych dzieł, lecz także sposób ich prezentacji. Jasne wnętrza, monumentalne figury, perspektywa kolejnych sal i odpowiednio dobrane oświetlenie sprawiają, że muzeum jest niezwykle fotogeniczne.

Giotto. Madonna di San Giorgio alla Costa

Jednym z pierwszych dzieł, na które chciałbym zwrócić uwagę, jest Madonna di San Giorgio alla Costa, przypisywana Giottowi i datowana na lata około 1288–1295.Obraz przedstawia Maryję z Dzieciątkiem, otoczoną przez dwa anioły. Złote tło i kompozycja nawiązują jeszcze do tradycji bizantyjskiej, jednak sposób przedstawienia postaci zapowiada już zmiany, które Giotto wniósł do europejskiego malarstwa.Maryja nie jest wyłącznie symboliczną postacią religijną. Ma wyraźną bryłę ciała, spokojne spojrzenie i naturalny gest podtrzymywania Dzieciątka. Artysta stopniowo odchodził od płaskich przedstawień na rzecz większej przestrzenności i ludzkiej ekspresji.Z obrazem wiąże się również dramatyczna historia. W maju 1993 roku ucierpiał podczas zamachu bombowego przeprowadzonego przez mafię w pobliżu Galerii Uffizi. Podczas konserwacji zdecydowano o pozostawieniu jednego z odłamków w obrazie, jako świadectwa tamtych wydarzeń.

Maria Magdalena Donatella. Piękno, które nie potrzebuje doskonałości

To właśnie przy tej rzeźbie zatrzymałem się na najdłużej.

Pokutująca Maria Magdalena Donatella, wykonana około 1453–1455 roku, jest jednym z najbardziej niezwykłych dzieł, jakie zobaczyłem podczas pobytu we Florencji.

Nie ma tutaj idealnych proporcji, delikatnej urody ani wyidealizowanej postaci znanej z wielu renesansowych przedstawień.

Jest za to kobieta wychudzona, ze zmęczoną twarzą, zapadniętymi policzkami, głębokimi zmarszczkami i długimi włosami opadającymi na wyniszczone ciało.

Donatello wyrzeźbił ją z drewna topolowego, wykorzystując również stiuk, pigmenty oraz złocenia. Rzeźba mierzy około 185 centymetrów wysokości.

Według tradycji Maria Magdalena po wydarzeniach opisanych w Ewangeliach miała prowadzić życie pustelnicze, poświęcone modlitwie i pokucie. Właśnie do tej opowieści nawiązuje artysta.

Najbardziej fascynuje mnie jednak sposób, w jaki Donatello przedstawił jej twarz. Patrząc na rzeźbę, można odnieść wrażenie, że nie ogląda się dzieła sprzed niemal sześciuset lat, lecz człowieka, którego doświadczenia zostały zapisane w każdym szczególe twarzy. Wychudzone dłonie złożone do modlitwy, napięte mięśnie szyi i spojrzenie, w którym trudno doszukać się spokoju, tworzą wyjątkowo przejmującą całość.

To właśnie takie dzieła przypominają mi, dlaczego tak bardzo lubię odwiedzać muzea. Można zobaczyć dziesiątki wspaniałych rzeźb, a potem trafić na jedną, której nie sposób zapomnieć.

Pietà Bandiniego. Niedokończone dzieło Michała Anioła

Inną niezwykłą rzeźbą prezentowaną w muzeum jest Pietà Bandiniego, wykonana przez Michała Anioła w latach około 1547–1555.

Artysta rozpoczął nad nią pracę w późnym okresie swojego życia. Prawdopodobnie zamierzał umieścić dzieło we własnym grobowcu.

Kompozycja przedstawia martwego Chrystusa podtrzymywanego przez Nikodema, Maryję oraz Marię Magdalenę. Ciało Chrystusa opada bezwładnie, a otaczające go postacie próbują je unieść.

W przeciwieństwie do słynnej watykańskiej Piety, którą Michał Anioł stworzył jako młody artysta, tutaj nie odnajdziemy tego samego harmonijnego spokoju.

Rzeźba jest bardziej dramatyczna, a jej częściowo niedokończona powierzchnia dodatkowo potęguje wrażenie.

Z historią dzieła wiąże się niezwykły epizod. Niezadowolony z efektów pracy Michał Anioł uszkodził rzeźbę i ostatecznie porzucił jej wykonanie. Później niektóre fragmenty uzupełnił jego uczeń Tiberio Calcagni.

W twarzy Nikodema tradycyjnie dopatruje się autoportretu samego Michała Anioła.

Fotografując to dzieło, trudno nie zwrócić uwagi na kontrast pomiędzy gładko opracowanymi fragmentami ciała Chrystusa a surowymi powierzchniami pozostawionego w części nieukończonego marmuru.

Lorenzo Ghiberti i słynne Bramy Raju

Jednym z największych skarbów Museo dell’Opera del Duomo są oryginalne brązowe drzwi florenckiego baptysterium.

Wśród nich znajdują się dzieła Lorenza Ghibertiego, jednego z najważniejszych rzeźbiarzy wczesnego renesansu.

Jego pierwsze wielkie zamówienie obejmowało wykonanie północnych drzwi baptysterium. Powstawały w latach 1403–1424 i składają się z 28 dekoracyjnych pól, przedstawiających między innymi sceny z życia Chrystusa.

Jeszcze większe wrażenie robią jednak Bramy Raju, wykonane w latach 1425–1452.

Ich dziesięć dużych, złoconych reliefów przedstawia sceny ze Starego Testamentu. Artysta połączył w nich niezwykle precyzyjną rzeźbę z zasadami perspektywy, osiągając wrażenie przestrzeni i głębi.

W niektórych scenach postacie niemal wychodzą poza powierzchnię reliefu. Inne, przedstawione w bardzo płytkim modelunku, zdają się znajdować daleko w tle.

Szczególnie ciekawe jest obserwowanie tych kompozycji z bliska. Każdy panel stanowi osobną, rozbudowaną opowieść, pełną architektury, postaci, zwierząt i krajobrazów.

Trudno uwierzyć, ile pracy wymagało wykonanie tych wszystkich szczegółów w metalu.

Marmur, muzyka i detale. Florenccy mistrzowie rzeźby

W muzeum można godzinami oglądać same rzeźby i detale architektoniczne.

Szczególnie interesujące są galerie z figurami proroków, apostołów i świętych. Niektóre zachowały się niemal w całości, inne noszą ślady uszkodzeń, a jeszcze inne pozostały jedynie fragmentami dawnych dekoracji.

Właśnie te fragmenty pozwalają dostrzec ogrom pracy dawnych kamieniarzy i rzeźbiarzy. Z bliska widać sposób opracowania marmuru, fałdy szat, delikatne rysy twarzy i ornamenty, które pierwotnie znajdowały się wysoko na fasadach budowli.

Na uwagę zasługują również renesansowe trybuny chórowe, czyli cantorie, wykonane dla katedry przez Donatella i Lucę della Robbia.

Służyły muzykom i śpiewakom uczestniczącym w uroczystościach religijnych. Ich dekorację tworzą postacie dzieci i aniołów grających na instrumentach, śpiewających oraz tańczących.

Sztuka nie była więc wyłącznie ozdobą świątyni. Towarzyszyła liturgii, muzyce i codziennemu życiu religijnemu Florencji.

Nie tylko rzeźby. Rękopisy i skarby dawnej katedry

Wśród muzealnych eksponatów uwagę zwracają także ogromne księgi liturgiczne, bogato zdobione iluminacjami.

Ich rozmiary mogą zaskakiwać. Nie były to zwykłe książki przeznaczone do indywidualnego czytania. Zapis nutowy musiał być widoczny dla kilku śpiewaków korzystających z jednej księgi podczas nabożeństw.

Na pergaminowych kartach zachowały się ręcznie malowane inicjały, dekoracje roślinne, miniatury postaci oraz dawne zapisy muzyczne.

To zupełnie inny rodzaj kunsztu niż monumentalne rzeźby. Zamiast pracy dłutem i młotkiem mamy precyzję pędzla, pióra i wielogodzinną pracę nad pojedynczą stroną.

W kolejnych salach można również zobaczyć bogato zdobione szaty liturgiczne, relikwiarze, krzyże i przedmioty wykonane ze szlachetnych metali.

Wszystkie te dzieła pokazują, jak ogromne znaczenie miała sztuka w życiu dawnej Florencji.

Florencja z innej perspektywy. Taras Museo dell’Opera del Duomo

Zwiedzanie muzeum warto zakończyć na tarasie widokowym. To miejsce pozwala spojrzeć z bliska na jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Florencji — monumentalną kopułę katedry Santa Maria del Fiore, zaprojektowaną przez Filippa Brunelleschiego.

Wzniesiona w XV wieku kopuła do dziś pozostaje jednym z największych osiągnięć renesansowej architektury. Jej budowa była prawdziwym wyzwaniem inżynieryjnym, a zastosowane przez Brunelleschiego rozwiązania wyprzedzały swoją epokę.

Z tarasu można podziwiać charakterystyczne ceglane pokrycie kopuły, marmurowe detale katedry i imponującą skalę całej konstrukcji.

To także doskonałe miejsce do fotografowania. Z tej perspektywy kopuła nie jest już tylko elementem panoramy Florencji — staje się główną bohaterką kadru.

Po obejrzeniu dzieł sztuki, które przez wieki zdobiły katedrę, możliwość spojrzenia na jej architekturę z tak bliskiej odległości stanowi piękne zakończenie wizyty w muzeum.

Florencja, którą warto odkrywać powoli

Museo dell’Opera del Duomo jest miejscem, które pozwala spojrzeć na florencką katedrę zupełnie inaczej.

Po wyjściu z muzeum trudno już patrzeć na jej fasadę, dzwonnicę czy baptysterium wyłącznie jako na piękne zabytki architektury. Za każdym detalem kryje się historia artysty, warsztatu i kolejnych pokoleń ludzi pracujących nad powstaniem tych niezwykłych budowli.

Dla mnie była to przede wszystkim kolejna okazja do fotografowania sztuki — jej detali, faktur, światła i emocji, jakie potrafi wywoływać.

Najbardziej zapamiętam Marię Magdalenę Donatella.

W mieście słynącym z piękna i renesansowych ideałów to właśnie rzeźba daleka od doskonałości zrobiła na mnie jedno z największych wrażeń.

I chyba na tym polega niezwykłość sztuki. Nie zawsze zachwyca tym, co piękne. Czasem najbardziej porusza właśnie tym, co prawdziwe.

Florencja, październik 2026.

Fotografie: Bartosz Dubiel

Skomentuj