Florencja, październik 2026 | Fotografie: OPPO Find X9 Ultra
Na czterdzieste urodziny dostałem od żony prezent, który trudno byłoby mi samemu wymyślić lepiej: wspólny wyjazd do Florencji. Ona dobrze wie, jak bardzo lubię muzea. Potrafię spędzić w nich całe godziny, zatrzymując się nie tylko przed najważniejszymi obrazami, ale również w korytarzach, przy oknach i pod dekorowanymi sklepieniami. Po Muzeach Watykańskich i mediolańskiej Pinakotece Brera przyszła pora na florenckie galerie. A wśród nich na miejsce szczególne — Uffizi.
Zabrałem ze sobą tylko telefon OPPO Find X9 Ultra, który fotografowałem podczas tego wyjazdu w ramach współpracy z OPPO. To był ciekawy sprawdzian: w muzeum nie można dowolnie ustawiać światła, często fotografuje się przez szyby, a najpopularniejsze obrazy otaczają dziesiątki zwiedzających. Chciałem jednak pokazać nie tylko fotograficzne reprodukcje znanych dzieł. Interesowało mnie również to, jak sztuka, architektura i samo miasto spotykają się w jednym miejscu.


1. Uffizi — pałac, który miał być urzędem
Nazwa Uffizi pochodzi od włoskiego słowa oznaczającego urzędy. W XVI wieku Kosma I Medyceusz postanowił skupić florenckie instytucje administracyjne i sądowe w jednym monumentalnym gmachu. Projekt powierzył Giorgiowi Vasariemu, a budowę rozpoczęto w 1560 roku. Powstały dwa długie skrzydła otaczające otwarty dziedziniec, który prowadzi wzrok w stronę rzeki Arno. Już sam układ budynku jest imponujący: spacerując jego korytarzami, ma się wrażenie, że pałac świadomie kadruje widoki na Florencję.
Medyceusze z czasem zgromadzili tu część swoich niezwykłych zbiorów. Do dziś Uffizi jest nie tylko historią malarstwa, ale również opowieścią o rodzinie, która przez stulecia kształtowała miasto. W 1769 roku galerię otwarto dla publiczności w nowoczesnym rozumieniu muzeum. Z budynkiem związany jest także słynny Korytarz Vasariego, ukończony w 1565 roku: podwyższone przejście łączyło ośrodek władzy z rezydencją Medyceuszy w Palazzo Pitti, prowadząc m.in. nad Ponte Vecchio.
2. Sufity, korytarze i detale, obok których łatwo przejść obojętnie
W Uffizi trzeba czasami oderwać wzrok od ścian i spojrzeć w górę. Długie galerie wypełniają dekorowane stropy, malowidła, groteski, medaliony i ornamenty. Ich rytm prowadzi przez kolejne pomieszczenia niemal tak samo wyraźnie jak ustawione po bokach rzeźby. Fotografowanie takich wnętrz jest jednak niełatwe. Perspektywa szybko zaczyna dominować nad kadrem, a każdy krok zmienia symetrię kompozycji. Szukałem więc fragmentów, w których powtarzalność zdobień, linie korytarzy i naturalne światło tworzyły własny porządek.
Osobnym miejscem jest Trybuna Uffizi — ośmioboczna sala zaprojektowana przez Bernarda Buontalentiego pod koniec XVI wieku, jedno z najwcześniejszych wnętrz stworzonych specjalnie po to, by prezentować medycejskie skarby. Jej czerwone ściany, dekoracje i kopuła pokazują, że niegdyś sama przestrzeń wystawowa była dziełem sztuki. Nie chciałem wyjść z Uffizi bez zdjęć architektury, bo bez nich moja opowieść o muzeum byłaby niepełna.











3. Florencja widziana z okien Uffizi
Jest jeszcze jeden powód, dla którego warto tu przyjść, nawet jeśli ktoś nie zamierza szczegółowo poznawać historii każdego obrazu. Z okien Uffizi rozciągają się niezwykłe widoki na Florencję. Szczególnie efektownie wygląda Ponte Vecchio — Most Złotników, z ciągiem charakterystycznych zabudowań zawieszonych nad Arno. Z wysokości muzealnych okien łatwiej zobaczyć jego bryłę, zrozumieć układ nadrzecznych kamienic i dostrzec, jak ciasno historyczne miasto przylega do rzeki.
Niektóre kadry zrobiłem przez szybę, wykorzystując samo obramowanie okna. Lubię takie fotografie: miasto zostaje w nich zamknięte w naturalnej ramie, a wewnętrzna przestrzeń muzeum staje się częścią obrazu. To także chwila odpoczynku od sal pełnych ludzi. Patrzyłem na dachy, wieże i Arno, a potem wracałem do następnych dzieł.











4. Taras i kawiarnia — kopuła Brunelleschiego i Palazzo Vecchio
W przerwie między salami warto wyjść na taras przy muzealnej kawiarni. To jedno z tych miejsc, w których Florencja pokazuje swoje najbardziej rozpoznawalne sylwetki. Przed nami wyrasta Palazzo Vecchio, średniowieczno-renesansowy ratusz z wysoką, charakterystyczną wieżą Arnolfa. W drugą stronę widać ogromną ceglastą kopułę katedry Santa Maria del Fiore, zaprojektowaną przez Filippa Brunelleschiego. Między nimi rozciągają się dachy i zabudowa historycznego centrum.
Z tego punktu szczególnie mocno widać, jak różne stulecia złożyły się na dzisiejszy obraz miasta. Wieża Palazzo Vecchio przypomina o republice florenckiej i jej politycznej historii, kopuła katedry — o odwadze inżynierów i ambicjach renesansu. Warto tu zrobić kilka zdjęć, ale równie dobrze na moment odłożyć aparat. Z tarasu można po prostu popatrzeć na Florencję.





5. Sala Niobe — koń, mit i dramat zapisany w marmurze
Jedną z najbardziej widowiskowych przestrzeni Uffizi jest Sala Niobe. W jej centrum stoi potężny marmurowy koń, a wzdłuż ścian rozmieszczono antyczne figury związane z mitem Niobe i jej dzieci. Według opowieści znanej z Metamorfoz Owidiusza Niobe chlubiła się swoim licznym potomstwem i wywyższała ponad boginię Latonę. W odpowiedzi Apollo i Artemida zabili jej dzieci. Rzeźby pokazują różne chwile tej tragedii: rozpacz, gwałtowny ruch, próby ucieczki i bezsilność.
Sala została urządzona w końcu XVIII wieku z myślą o ekspozycji tej grupy. Antyczny marmurowy koń, datowany na przełom I i II wieku naszej ery, został odnaleziony w XVI wieku u ujścia Tybru. Po kolejnych zmianach lokalizacji wrócił do Sali Niobe w ramach odnowionej aranżacji zaprezentowanej w 2024 roku. Co ciekawe, jego obecna poza na tylnych nogach jest wynikiem dawnych restauracji — pierwotnie zwierzę najpewniej przedstawiono w spokojniejszym ruchu.
To wnętrze robi wrażenie nie tylko rozmiarem. Marmurowe postaci, obrazy na ścianach, światło wpadające przez okna i dekoracje stropu tworzą niemal teatralną scenografię. Dlatego tę salę fotografowałem zarówno szeroko, pokazując jej przestrzeń, jak i z bliska, koncentrując się na gestach rzeźb i szczegółach architektury.








6. Trybuna Uffizi — renesansowa szkatuła Medyceuszy
Wśród muzealnych wnętrz jest jedno, które wygląda zupełnie inaczej niż długie, jasne korytarze galerii. To Trybuna Uffizi (Tribuna degli Uffizi), ośmioboczna sala o głębokoczerwonych ścianach, misternie zdobionej kopule i posadzce ułożonej z wielobarwnych marmurów. W jej wnętrzu stoją antyczne posągi, a ściany wypełniają obrazy w złoconych ramach. Trudno zdecydować, czy najpierw patrzeć na dzieła sztuki, czy na samo pomieszczenie.
Trybunę zaprojektował Bernardo Buontalenti dla wielkiego księcia Franciszka I Medyceusza. Powstała w latach 1581–1583, aby pomieścić najcenniejsze przedmioty z książęcych zbiorów. Nie była zwyczajną salą ekspozycyjną, lecz czymś na kształt renesansowego gabinetu osobliwości — miejscem, w którym obok obrazów i rzeźb prezentowano także kosztowności i niezwykłe okazy natury.
Cała architektura miała opowiadać o świecie i czterech żywiołach. Ziemię symbolizuje geometryczna posadzka z kamieni pochodzących z różnych stron świata. Ogień odnajdujemy w czerwonych aksamitach pokrywających ściany, a powietrze w latarni wieńczącej kopułę. Najbardziej niezwykły jest jednak symbol wody: wnętrze kopuły ozdobiono tysiącami prawdziwych muszli z masą perłową. Według informacji galerii wykorzystano ich aż 5780. To właśnie one nadają sklepieniu charakterystyczny, mieniący się wygląd. Uffizi Galleries
Na moich zdjęciach szczególnie dobrze widać kontrast czerwieni ścian z jasnymi rzeźbami, ornament posadzki i wznoszącą się nad wszystkim kopułę. To jedna z tych sal, w których aparat odruchowo kieruje się raz w dół, raz ku górze. Sama architektura jest tu równie interesująca jak eksponowane dzieła.



7. Od średniowiecznych ołtarzy do renesansowego człowieka
W Uffizi historię malarstwa można oglądać niemal jak stopniową zmianę sposobu patrzenia na świat. Najstarsze sale pełne są złoconych ołtarzy i przedstawień religijnych. Ich postacie bywają hieratyczne, a kompozycje podporządkowane symbolice. Z czasem pojawia się więcej przestrzeni, ruchu, gestów i emocji. Obraz przestaje być tylko znakiem — coraz mocniej próbuje opowiadać o rzeczywistości.
Przy takich dziełach lubię przyjrzeć się nie tylko centralnej scenie, lecz także najmniejszym fragmentom: twarzom, dłoniom, przedmiotom umieszczonym w tle, drobnym historiom zapisanym w predellach ołtarzy. To szczegóły, które na ogólnym zdjęciu łatwo przeoczyć.








8. Botticelli — Wiosna i Narodziny Wenus
Są obrazy, które zna się od lat z albumów, podręczników i reprodukcji. A potem staje się przed nimi naprawdę. Wiosna Sandra Botticellego, namalowana około 1480 roku, pokazuje niezwykły, gęsto wypełniony roślinnością ogród. W centrum stoi Wenus, nad nią unosi się Amor, z lewej strony widzimy trzy Gracje i Merkurego, a po prawej Zefira ścigającego Chloris, która przemienia się we Florę rozsypującą kwiaty. Obraz łączy mitologię, wyobrażenia miłości i ideę odradzającej się natury. Warto przyjrzeć się kwiatom i drobnym roślinnym motywom — to znacznie więcej niż dekoracyjne tło.Obok znajduje się Narodziny Wenus, powstałe około połowy lat osiemdziesiątych XV wieku. Naga bogini przybywa do brzegu na ogromnej muszli, popychana wiatrem przez postacie z lewej strony. Na brzegu czeka kobieta z płaszczem, gotowa ją okryć. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych wizerunków renesansu, ale na żywo najmocniej przemawia jego delikatność: linie włosów, rytm fal, niemal nierealna lekkość postaci.Fotografowanie obu obrazów wymagało cierpliwości. Przed nimi stale ktoś stoi, ogląda, podnosi telefon. Zamiast za wszelką cenę usuwać z kadru innych zwiedzających, zrobiłem też fotografie pokazujące skalę dzieł i sposób, w jaki dziś spotykamy się ze sztuką.Nieopodal warto zwrócić uwagę na Portrety książąt Urbino Piera della Francesca. Federico da Montefeltro i Battista Sforza zostali przedstawieni z profilu, na tle odległego pejzażu. Takie ujęcie przypomina dawne medale i profile władców, ale niezwykłe światło i perspektywa krajobrazu wprowadzają w ten świat renesansową obserwację natury. Z kolei Perseusz uwalniający Andromedę Piera di Cosimo jest niemal komiksem opowiedzianym w jednym obrazie: ten sam bohater pojawia się kilkukrotnie, walczy z morskim potworem i uczestniczy w scenach prowadzących do szczęśliwego finału.
















9. Leonardo, Michał Anioł i Rafael — trzy różne sposoby widzenia
Przed Zwiastowaniem Leonarda da Vinci można długo analizować perspektywę, krajobraz i gest archanioła Gabriela, który przekazuje Maryi wiadomość o przyszłych narodzinach Jezusa. W Pokłonie Trzech Króli artysta zostawił natomiast dzieło niedokończone. Dzięki temu widać, jak skomplikowana, pełna ruchu kompozycja powstawała z warstw szkiców, układów postaci i prób rozwiązania przestrzeni. Takie obrazy pozwalają niemal zajrzeć do warsztatu mistrza.
W Chrzcie Chrystusa, namalowanym w warsztacie Andrei del Verrocchia przy udziale młodego Leonarda, uwagę przyciąga miękkość niektórych partii i spokojny pejzaż. Warto pamiętać, że malarstwo renesansowe często było pracą całych warsztatów, nie tylko jednego człowieka.
Tondo Doni Michała Anioła jest zupełnie innym doświadczeniem. Okrągły obraz przedstawia Świętą Rodzinę, której postacie są niemal rzeźbiarskie, zbudowane z wyrazistych ruchów i mocnych barw. To jeden z rzadkich ukończonych obrazów sztalugowych artysty. Natomiast w Madonnie ze szczygiełkiem Rafaela uwagę zwraca spokój kompozycji: Maria patrzy na małego Jezusa i Jana Chrzciciela, a drobny ptak w rękach dzieci zapowiada przyszłą mękę Chrystusa. Rafael potrafił połączyć symbolikę religijną z ciepłem codziennego, ludzkiego gestu.












10. Późniejsze malarstwo — od weneckiego koloru do dramatycznego światła
W kolejnych salach zmienia się język sztuki. Wenus z Urbino Tycjana przedstawia leżącą nagą kobietę, która patrzy bezpośrednio na widza. W głębi obrazu dwie służące zajmują się skrzynią z ubraniami, a niewielki pies śpi u stóp łóżka. Kolor, materia tkanin i sposób potraktowania ludzkiego ciała stały się wzorem dla wielu późniejszych malarzy.
Na końcu tej opowieści świetnie wypada Caravaggio. Jego Meduza nie jest zwykłym portretem: namalowana na wypukłej tarczy głowa mitycznego potwora wygląda tak, jakby właśnie została odcięta. Otwarta w krzyku twarz i wijące się węże sprawiają, że obraz działa niemal fizycznie. Z kolei Ofiarowanie Izaaka zatrzymuje biblijną historię w momencie największego napięcia: Abraham trzyma syna, lecz anioł chwyta jego rękę i powstrzymuje ofiarę. U Caravaggia światło nie tylko pokazuje postaci. Ono kieruje naszym wzrokiem i buduje dramat.

























10. Uffizi jako fotograficzne doświadczenie
Do Florencji pojechałem z myślą o sztuce, ale wróciłem również z ogromną liczbą zdjęć samego muzeum. Zapamiętałem nie tylko nazwiska malarzy i słynne dzieła. Zapamiętałem rytm zdobionych sufitów, światło w Sali Niobe, sylwetkę Palazzo Vecchio widoczną z tarasu i Ponte Vecchio oglądany przez szybę.
Całość tej fotorelacji powstała telefonem OPPO Find X9 Ultra, który zabrałem do Włoch w ramach współpracy z OPPO. W muzealnych wnętrzach szczególnie przydała mi się możliwość szybkiej zmiany kadru: od szerokiego widoku sali po detal obrazu czy rzeźby. Najważniejsze było jednak to samo, co przy fotografowaniu aparatem — znaleźć odpowiedni punkt widzenia, poczekać na moment i zdecydować, co naprawdę chcę pokazać.
Uffizi warto odwiedzić dla Botticellego, Leonarda i Caravaggia. Ale warto także dla samego budynku, jego wnętrz oraz widoku na Florencję. To muzeum, z którego obrazy zabiera się w pamięci na długo po wyjściu na ulicę.