Podczas naszego lipcowego pobytu w Apulii nocowaliśmy w Polignano a Mare. I absolutnie tego nie żałuję. To jedno z tych miejsc, które właściwie każdy kojarzy z jednego zdjęcia – białe domy zawieszone nad Adriatykiem i niewielka plaża wciśnięta pomiędzy wysokie skały.
Ale gdybym dzisiaj planował ten wyjazd jeszcze raz, jako bazę noclegową wybrałbym chyba Monopoli.
Polignano jest bardziej spektakularne. Monopoli wydało mi się bardziej klimatyczne, spokojniejsze i – co ważne przy dłuższym pobycie – ma znacznie większy wybór plaż właściwie na wyciągnięcie ręki.
Fotograficznie oba miasta są jednak zupełnie inne. I właśnie dlatego warto zobaczyć je razem.
Polignano a Mare – miasto zawieszone nad Adriatykiem
Najbardziej znanym miejscem w Polignano jest oczywiście Lama Monachile, nazywana również Cala Porto.
To niewielka zatoka w dawnym korycie rzeki, wciśnięta pomiędzy wysokie wapienne klify. Nad nią biegnie XIX-wieczny most, a na szczycie skał stoją charakterystyczne zabudowania starego miasta. Trudno się dziwić, że właśnie ten widok stał się jednym z symboli całej Apulii.
Plażę zdecydowanie trzeba zobaczyć. Z kąpielą bywa już jednak trochę gorzej.
Jest mała, kamienista i w środku sezonu potrafi być naprawdę bardzo zatłoczona. Myślę, że zdecydowanie bardziej podobała mi się z aparatem w ręku niż z ręcznikiem pod pachą.
Gdzie fotografować Lama Monachile?
Najbardziej oczywisty punkt znajduje się na Ponte Borbonico, czyli moście nad zatoką. Z góry świetnie widać całą plażę zamkniętą pomiędzy skałami i jest to chyba najbardziej klasyczny kadr z Polignano.
Ale warto na tym nie kończyć. Stare miasto ma kilka niewielkich tarasów widokowych wychodzących bezpośrednio nad Adriatyk. Jednym z najlepszych jest Terrazza Santo Stefano. Wystarczy spacerować po wąskich uliczkach i co jakiś czas jedna z nich po prostu kończy się błękitem morza.
I właśnie takie miejsca lubię najbardziej – bez wielkiego znaku „punkt fotograficzny”, bez konieczności ustawiania się w kolejce. Po prostu idziesz i sprawdzasz, co znajduje się za kolejnym zakrętem. Terrazza Santo Stefano oraz Terrazza Santa Candida należą do najbardziej znanych punktów panoramicznych starego miasta.



A jeśli chcecie zobaczyć Polignano od zupełnie innej strony…
Warto zejść niżej, w okolice Pietra Piatta.
To właśnie tam, w pobliżu pomnika Domenico Modugno, można zejść schodami w kierunku skalnego wybrzeża. Zamiast patrzeć na miasto z góry, znajdujemy się prawie na poziomie morza i oglądamy kamienne fasady domów wyrastających bezpośrednio z klifu.
Fotograficznie to dla mnie znacznie ciekawszy punkt niż kolejny szeroki widok z góry. Warto spróbować trzech kadrów: szerokiej panoramy całego klifu, pionowego zdjęcia podkreślającego wysokość zabudowy oraz kadru z dużą ilością morza na pierwszym planie. Jeżeli traficie tam pod koniec dnia albo podczas niebieskiej godziny, światła w budynkach mogą bardzo dobrze odciąć się od chłodnego koloru nieba.
To zresztą jedna z rzeczy, które najbardziej lubię w fotografowaniu włoskich miasteczek – nie szukać wyłącznie zabytków, ale zmieniać wysokość i punkt widzenia.


Polignano to nie tylko plaża
Do starego miasta wchodzi się przez Arco Marchesale, dawną bramę miejską, a dalej zaczyna się to, co w Apulii lubię najbardziej: kamień, białe ściany, balkony, wąskie przejścia i ulice, które czasami niespodziewanie otwierają się na morze. Spacerując po starym Polignano warto patrzeć nie tylko na morze. Na ścianach, drzwiach i schodach pojawiają się krótkie wiersze i cytaty autorstwa Guido il Flâneur. Można znaleźć wers zaczynający się od słów „Tutaj nawet słowa pachną morzem…”. I chyba najlepiej ich specjalnie nie szukać — większą frajdę daje znalezienie któregoś przypadkiem podczas spaceru.
Polignano jest również rodzinnym miastem Domenico Modugno, autora „Nel blu dipinto di blu”, znanego chyba wszystkim jako „Volare”. Jego charakterystyczny pomnik z szeroko rozłożonymi ramionami stoi właśnie nad Adriatykiem.


Po spacerze – Pescaria
Jeżeli lubicie owoce morza, w Polignano mam jeszcze jeden adres, który spokojnie mogę polecić – Pescaria. Nie spodziewajcie się eleganckiej restauracji z białymi obrusami. To raczej bardzo dobre, nowoczesne podejście do rybnego street foodu. My szczególnie polecamy kanapkę z ośmiornicą. I nie jest to przypadkowa pozycja z menu. Panino al polpo jest jednym z najbardziej charakterystycznych dań Pescarii: smażona ośmiornica, włoska rzepa/liście rzepy (rape), ricotta, gotowany moszcz figowy i oliwa z anchois.
Kilkanaście minut dalej – Monopoli
I właśnie z Polignano zaczęliśmy jeździć do położonego niedaleko Monopoli. Początkowo miało być po prostu jednym z kolejnych miejsc do zobaczenia. Ostatecznie zostało mi w pamięci chyba nawet bardziej niż Polignano. Może dlatego, że tutaj nie ma jednego obrazu, który definiuje całe miasto. Są białe uliczki. Port. Kościoły. Zwyczajne życie mieszkańców. Plaże. Stare samochody stojące pod domami. I jeden kościół, którego wnętrza zupełnie się nie spodziewałem.
Porto Vecchio – tutaj czekałem na światło
Najbardziej urzekł mnie Porto Vecchio, stary port Monopoli.
W niewielkiej zatoce cumują tradycyjne miejscowe łodzie – gozzi – charakterystyczne przede wszystkim przez swoje intensywne niebieskie i czerwone kolory. To właśnie one są jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów starego portu. Przyszedłem tam pod koniec dnia. I to był dobry wybór. Kiedy niskie słońce zaczęło padać na kamienne fasady po drugiej stronie portu, wszystko zrobiło się złote. Niebieskie łodzie, pomarańczowe ściany i chłodny błękit nieba stworzyły kontrast kolorów, którego właściwie nie trzeba już było specjalnie poprawiać w obróbce.
TIP FOTO: zejdźcie jak najniżej
Patrząc później na moje zdjęcia, zdecydowanie najbardziej podobają mi się kadry wykonane niemal z poziomu wody. Przy zwykłej wysokości aparatu fotografujemy łodzie i budynki.
Kiedy zejdziemy nisko, nagle głównym bohaterem zdjęcia zaczyna być odbicie. Pozwalałem więc wodzie zajmować połowę, a czasami nawet większą część kadru. Delikatne fale rozbijały złote odbicie budynków na nieregularne linie i właściwie każdy kolejny kadr wyglądał trochę inaczej. Nie trzeba się bać pustej przestrzeni na pierwszym planie. Tutaj woda nią nie jest – to ona buduje zdjęcie. Na części kadrów wykorzystałem też łodzie jako mocny pierwszy plan. Duża niebieska łódź z czerwonymi ławkami prowadzi wzrok w kierunku portu i daje zdjęciu znacznie większą głębię niż klasyczna panorama wykonana z promenady. To jeden z tych przypadków, kiedy warto pochodzić wokół jednego miejsca przez kilkadziesiąt minut zamiast zrobić jedno zdjęcie i iść dalej.







Monopoli najlepiej poznawać bez planu
Od portu wystarczy wejść w stare miasto.
I tutaj Monopoli zaczęło wygrywać dla mnie z Polignano.
Nie miałem poczucia chodzenia pomiędzy kolejnymi obowiązkowymi atrakcjami. Bardziej interesowało mnie to, co działo się pomiędzy nimi.
Czerwony Fiat stojący przy domu niemal całkowicie przykrytym roślinnością.
Balkony.
Pranie.
Gołębie.
Ludzie wracający do domów.
Na jednym ze zdjęć udało mi się złapać moment, kiedy ostatnie słońce trafia tylko w wąski fragment fasady, a cała reszta ulicy jest już w cieniu.
I tutaj kolejny fotograficzny tip: nie zawsze warto ratować cienie.
Czasami właśnie pozostawienie dużej części ulicy ciemnej sprawia, że niewielki fragment oświetlonej ściany zaczyna naprawdę przyciągać wzrok. W takich sytuacjach wolę naświetlić zdjęcie pod światło i zaakceptować głębokie cienie niż później wyciągać wszystko w programie graficznym i spłaszczać cały kadr.
Ludzie też mi nie przeszkadzają.
Wręcz przeciwnie – sylwetki ludzi dodają zdjęciu życia i pokazują, że stare miasto nie jest scenografią przygotowaną dla turystów.


Katedra Maria Santissima della Madia
Jednym z miejsc, których nie sposób ominąć, jest Basilica Cattedrale Maria Santissima della Madia.
Plac przed katedrą zapamiętałem jako zaskakująco żywy. Dzieciaki grały w piłkę, ktoś rozmawiał, inni po prostu przechodzili przez plac. I bardzo mi się to podobało – monumentalny barok nie funkcjonuje tutaj jak muzealny eksponat, tylko jest częścią codzienności.
Z katedrą związana jest miejscowa legenda. Według tradycji w grudniu 1117 roku do portu przypłynęła na tratwie ikona Madonny della Madia, a belki z tratwy wykorzystano do ukończenia wcześniejszej świątyni. Dzisiejsza katedra została w XVIII wieku całkowicie przebudowana w barokowej formie, a wnętrze wypełniają polichromowane marmury.
Fotograficznie spodobał mi się tutaj szczególnie kadr wykonany przez ogromny kamienny łuk. Architektura staje się wtedy naturalną ramą dla kolejnej architektury.
We wnętrzu natomiast aparat właściwie sam kieruje się do góry. Kopuły, łuki, marmury i niewielkie niebieskie okna dają świetną możliwość budowania geometrycznych kadrów.
W takich wnętrzach trzeba tylko pilnować najjaśniejszych punktów – niewielkie lampy potrafią przepalić się znacznie szybciej, niż pokazuje to oko.


Warto zajrzeć również do San Domenico, ale kilka ulic dalej znalazłem miejsce, którego zupełnie się nie spodziewałem…
Kościół Czyśćcowy – najbardziej niezwykłe miejsce Monopoli
Santa Maria del Suffragio, częściej nazywana po prostu Chiesa del Purgatorio – Kościołem Czyśćcowym.
Już przed wejściem wiadomo, że będzie inaczej.
Na fasadzie pojawiają się czaszki i skrzyżowane piszczele. Symbole śmierci powtarzają się na kamiennych dekoracjach i drzwiach. Pojawia się również łacińskie:
Hodie mihi, cras tibi.
Dziś mnie. Jutro ciebie.
Motyw memento mori nie jest tutaj drobnym detalem. Właściwie prowadzi przez cały kościół.
I właśnie dlatego moje zdjęcia z tego miejsca ułożyły się właściwie w osobną małą serię.
Najpierw czaszka ukryta w kamiennej dekoracji.
Potem kolejna w marmurze.
Fragment ołtarza.
A później… za szybą stoją ludzie.
Mumie z Monopoli
W kościele zachowały się zmumifikowane szczątki członków miejscowego Bractwa Czyśćcowego. Nie figury. Nie rekonstrukcje. Prawdziwi mieszkańcy Monopoli sprzed ponad dwóch stuleci. Ubrani są w charakterystyczne czarne szaty z czerwonym wykończeniem i symbolem płomienia odnoszącym się do czyśćca. Oficjalne materiały turystyczne miasta określają ich wręcz mianem „stojących zmarłych”. Na moim zdjęciu można przeczytać nazwiska Pietro Insanguine, zmarłego w 1772 roku, oraz Cesare Longo, zmarłego w 1776. Stojąc kilkadziesiąt centymetrów od nich, trudno patrzeć na to wyłącznie jak na turystyczną atrakcję. To chyba jedno z tych miejsc, które zostają w pamięci znacznie dłużej niż kolejny bogato zdobiony kościół.





TIP FOTO: opowiedz miejsce detalami
W takich wnętrzach nie próbowałbym fotografować wszystkiego jednym szerokim kadrem.
Znacznie lepiej działa seria.
Czaszka na fasadzie.
Symbol w posadzce.
Detal dekoracji.
Dwie postacie stojące za szybą.
Na końcu zbliżenie jednej twarzy.
Dopiero pokazane po kolei zaczynają opowiadać historię.
A gdzie plażować? Tutaj Monopoli wygrywa
To jeszcze jeden z powodów, dla których następnym razem wybrałbym właśnie Monopoli.
W przeciwieństwie do Polignano, gdzie najbardziej znana plaża jest niewielka i kamienista, w samym Monopoli i tuż na południe od centrum znajduje się kilka piaszczystych zatoczek.
Są między innymi Cala Porta Vecchia, Porto Bianco, Porto Rosso, Porto Nero i dalej Cala Paradiso. Oficjalne materiały miasta opisują Porto Bianco i Porto Rosso jako piaszczyste plaże, a Cala Paradiso jako zatokę z przeważnie piaszczystym dnem.
My korzystaliśmy właśnie z plaż na południe od centrum, w okolicach Cala Paradiso. Jest ich tam kilka, więc zamiast nastawiać się na jeden konkretny punkt, można przejść lub przejechać kawałek wybrzeżem i wybrać tę, która danego dnia najbardziej nam odpowiada.
I tutaj dla mnie Monopoli zdecydowanie wygrywa.
Lama Monachile w Polignano trzeba zobaczyć.
Ale gdybym miał wybrać miejsce na kilka dni, z którego rano idę na plażę, później wracam na spacer po starym mieście, a wieczorem biorę aparat i schodzę do portu – wybrałbym Monopoli.
Polignano zachwyca. Monopoli zostaje na dłużej.
Polignano a Mare zrobiło dokładnie to, czego się po nim spodziewałem. Jest widowiskowe. Fotogeniczne. Ma jedną z najbardziej charakterystycznych plaż we Włoszech i stare miasto zawieszone nad Adriatykiem. Monopoli było inne. Nie oczekiwałem po nim aż tak wiele. A później przyszło złote światło w Porto Vecchio, Niebieskie łodzie, czerwony Fiat pod ścianą pełną zieleni, dzieciaki grające przed katedrą, czaszki wyrzeźbione na kościele i ludzie stojący w nim od ponad dwustu lat.
Kiedy patrzę teraz na zdjęcia z tego wyjazdu, chyba właśnie różnorodność Monopoli podoba mi się najbardziej.
Nie ma jednego obowiązkowego kadru. Trzeba trochę pochodzić. Poczekać na światło. Zajrzeć w boczną uliczkę. Czasami spojrzeć wysoko w górę, a czasami zejść z aparatem niemal do poziomu wody.
I dlatego, chociaż podczas tego wyjazdu nocowaliśmy w Polignano a Mare, następnym razem chyba obudzę się właśnie w Monopoli.
Z aparatem gotowym na kolejny spacer.
Informacje praktyczne
Polignano a Mare: koniecznie Lama Monachile, Ponte Borbonico, tarasy starego miasta i zejście w okolice Pietra Piatta. Na jedzenie – Pescaria i zdecydowanie panino z ośmiornicą.
Monopoli: Porto Vecchio najlepiej zostawić sobie na późne popołudnie i zachód słońca. Warto zobaczyć katedrę Maria Santissima della Madia, San Domenico i koniecznie Chiesa del Purgatorio. Na plażowanie – kierunek południowy od centrum: Porto Bianco, Porto Rosso, Porto Nero i okolice Cala Paradiso.