Na przełomie stycznia i lutego tego roku byłem świadkiem niesamowitego spektaklu, który zafundowała nam aura na szczycie Połoniny Wetlińskiej. Zbliżał się wyż – a ten zawsze niesie z sobą nadzieję na udane kadry. W sobotę 31 stycznia byliśmy już na szczycie z nadzieją, że sfotografujemy zachód słońca. Widoczność jednak spadła na kilka metrów, a już powyżej granicy lasu Połonina znajdowała się w gęstej materii chmur… Brodząc po pas w śniegu pomyślałem, że znowu nie trafimy z pogodą. Sporo przed świtem wyszliśmy ze schroniska, aby rozeznać się w sytuacji. Na początku nie wyglądało to obiecująco – wszędobylska mgła dyskwalifikowała szanse na udane kadry. Ale po chwili…
Rafał – dzięki za mobilizację i towarzystwo 🙂
















A żonie za cierpliwość to kto podziękuje?;)